piątek, 22 stycznia 2016

7

Żyjemy w świecie dziwnych wartości. 

Są ludzie, którzy skupiają się na sobie, samodoskonaleniu się, próbują pchnąć siebie na nowe 
i lepsze tory. Z pewnych spraw rezygnują, innym (w tym sobie samym) poświęcają sporo czasu. Otwarcie mówią, że lubią ze sobą przebywać. Mają przyjemność z własnego towarzystwa.  
Są to ludzie, którzy często słyszą iż są egoistyczni. Jakby chęć udoskonalenia siebie nie stanowiła wartości dla całego świata. Żyć prosto i dobrze, w zgodzie ze sobą to przynajmniej nie wadzić innym. To już sukces.

Na drugim biegunie są ludzie, którzy "tu i teraz" zrównują z "mieć i być".  Postawa popularna, 
która nie powinna dziwić. To jednak specyficzne uczucie tak nie pojmować motywacji większości ludzi.

Proste, konsumpcyjne życie jest łatwe i przyjemne. Osobiście rozumiem osoby, którym odpowiada taka egzystencja. Sama w niej uczestniczyłam, i nie mam zamiaru się z niej w stu procentach wypisać. Dlaczego odmawiać sobie pysznej kawy w cudownym towarzystwie koleżanki czy wystawnego posiłku w gronie przyjaciół? Są to ogromne przyjemności. Miło jest żyć przyjemnie.

Jednak te osoby, które lubią mieć i posiadać też stykają się z negatywnymi opiniami. Często słyszą o sobie że konformiści, że bez ambicji i tylko kasa im w głowie, że po śmierci zostanie po nich najnowszy Iphone i kolekcja markowych ubrań. Takie bezsensowne przytyki można mnożyć w nieskończoność.

Powstaje odwieczne pytanie "Jak żyć?". Skoro tak źle, a inaczej jeszcze gorzej, to co jest właściwym wyborem. Pewnie nie jedna osoba powie UMIAR i ZDROWY ROZSĄDEK. Jest to uniwersalna prawda. Należy jednak pamiętać o istotnym fakcie- umiar i zdrowy rozsądek nie są jednostką miary. Nie da się ich oswoić przy pomocy matematyki . Nie da się ich przyłożyć do każdego człowieka, we wskazanej dla niego ilości.

Minimalizm w sferze emocjonalnej (o wiele dla mnie ważniejszy od stanu posiadania) dał mi możliwość zrozumienia tych obydwu postaw, i tego co miesza się pomiędzy nimi. Większość ludzi chce żyć dobrze i nie marnując danego nam czasu. 

Wybrałam pewną drogę, w pełni mi ona odpowiada i cieszę się, że zeszłam na nią z poprzedniej trasy. Jeśli ktoś inny wybrał drogę która jest wyboista i trudna, jednak daje satysfakcję i prowadzi do celu, to też dobrze. Jeśli ktoś wybrał trasę wiodącą na przeciwległy biegun i podąża nią z uśmiechem i lekkim sercem, to równie wspaniale.

Żyć szczęśliwie można na wiele sposobów. Jakie mam prawo się temu dziwić, jakie prawo to negować, skoro nawet nie wiem jaki by miał być w tych emocjach sens.