Pokora. Staram się by wykiełkowała we mnie pokora. Na
niezbyt żyznym gruncie mojego ego, staram się o nią intensywnie. Chcę by
wzrosła we mnie małość, chcę odczuć moja równoznaczność z każdym pyłkiem, z
każdą cząsteczką we Wszechświecie.
Najczęściej idzie mi to marnie. Współczesny świat jest jak
pustynia dla wzrastania dawno zapomnianych cnót. Próbuję jednak otaczać się tym co, w moim mniemaniu, wzmocni pokorę. Czuję
się jak zagorzały pasjonat, usiłujący wyhodować egzotyczną roślinę.
Tak przy okazji... Jedyna roślinka, jaką miałam w domu,
została zaadoptowana przez moją mamę. W tempie ekspresowym. Z litości. To
marnie wróży moim staraniom ;)
Podejmowane próby stoją
w opozycji do przekonania, które jest we mnie. Do przekonania, że idę dobrą
drogą. Wierzę w to gorliwie, czuję to bardzo wyraźnie. I czasami boję się, że
ta moja pewność może mnie zwieść na manowce.
Nie jestem osobą standardową (to ani dobrze ani źle, to fakt
wysnuty z opinii innych ludzi). Prowadzę taki tryb życia, zwłaszcza zawodowy,
który sprawia iż pozostaję w kontakcie z ogromną ilością ludzi. Czasami obcych,
czasami nie. To daje mi okazję do częstego odpowiadania na pytania o moje
motywacje, cele, pragnienia i potrzeby.
Obawiam się, czy to moje przekonanie o obraniu odpowiedniego
kursu w życiu, nie sprawia iż mówię ze zbytnią pewnością siebie. Wiem, nie ma
nic złego w trwaniu przy swoim, zwłaszcza jeśli czujemy jak to nas
uszczęśliwia, uspokaja, spełnia.
Tylko czy to jest prawda?
Przecież ja tylko mam ogromną nadzieję, że moja podróż skończy się
szczęśliwie. Gdzieś pod skórą, czuję że tak będzie. Nie mam jednak
pewności. Staram się słuchać
siebie, ludzi żyjących, w moim
mniemaniu, dobrze. Staram się inspirować i iść, i trwać.
Jednak (tak na
prawdę) ja nic nie wiem. Nie znam recepty na dobre życie, nikt jej nie zna. Nie
chcę inspirować, pociągać za sobą kogokolwiek. Może to brzmi dziwnie, a nawet
bez sensu. Może człowiek powinien chcieć nieść w Świat to, co uważa za dobrą
nowinę, za szczęście i spełnienie. Powinien dzielić się sobą i doświadczeniem.
W jakimś stopniu, dużym stopniu, robię to, pisząc właśnie te słowa.
A jeśli kiedyś okaże się, że to wszystko było błędem?