Żyjemy w świecie dziwnych wartości.
Są ludzie, którzy skupiają się na sobie, samodoskonaleniu
się, próbują pchnąć siebie na nowe
i lepsze tory. Z pewnych spraw rezygnują,
innym (w tym sobie samym) poświęcają sporo czasu. Otwarcie mówią, że lubią ze sobą
przebywać. Mają przyjemność z własnego towarzystwa.
Są to ludzie, którzy często słyszą iż są
egoistyczni. Jakby chęć udoskonalenia siebie nie stanowiła wartości dla całego
świata. Żyć prosto i dobrze, w zgodzie ze sobą to przynajmniej nie wadzić innym.
To już sukces.
Na drugim biegunie są ludzie, którzy "tu i teraz"
zrównują z "mieć i być".
Postawa popularna,
która nie powinna dziwić. To jednak specyficzne
uczucie tak nie pojmować motywacji większości ludzi.
Proste, konsumpcyjne życie jest łatwe i przyjemne. Osobiście
rozumiem osoby, którym odpowiada taka egzystencja. Sama w niej uczestniczyłam,
i nie mam zamiaru się z niej w stu procentach wypisać. Dlaczego odmawiać sobie
pysznej kawy w cudownym towarzystwie koleżanki czy wystawnego posiłku w gronie
przyjaciół? Są to ogromne przyjemności. Miło jest żyć przyjemnie.
Jednak te osoby, które lubią mieć i posiadać też stykają się
z negatywnymi opiniami. Często słyszą o sobie że konformiści, że bez ambicji i
tylko kasa im w głowie, że po śmierci zostanie po nich najnowszy Iphone i
kolekcja markowych ubrań. Takie bezsensowne przytyki można mnożyć w
nieskończoność.
Powstaje odwieczne pytanie "Jak żyć?". Skoro tak
źle, a inaczej jeszcze gorzej, to co jest właściwym wyborem. Pewnie nie jedna
osoba powie UMIAR i ZDROWY ROZSĄDEK. Jest to uniwersalna prawda. Należy jednak
pamiętać o istotnym fakcie- umiar i zdrowy rozsądek nie są jednostką miary. Nie da się ich oswoić
przy pomocy matematyki . Nie da się ich przyłożyć do każdego człowieka, we
wskazanej dla niego ilości.
Minimalizm w sferze emocjonalnej (o wiele dla mnie
ważniejszy od stanu posiadania) dał mi możliwość zrozumienia tych obydwu
postaw, i tego co miesza się pomiędzy nimi. Większość ludzi chce żyć dobrze i
nie marnując danego nam czasu.
Wybrałam pewną drogę, w pełni mi ona odpowiada i cieszę się, że zeszłam na nią z poprzedniej trasy. Jeśli ktoś inny wybrał
drogę która jest wyboista i trudna, jednak daje satysfakcję i prowadzi do
celu, to też dobrze. Jeśli ktoś wybrał trasę wiodącą na przeciwległy biegun i podąża
nią z uśmiechem i lekkim sercem, to równie wspaniale.
Żyć szczęśliwie można na wiele sposobów. Jakie mam prawo się
temu dziwić, jakie prawo to negować, skoro nawet nie wiem jaki by miał być w
tych emocjach sens.