Bardzo często spotykam się ze zdziwieniem osób, które powinny (wydaje mi się) mnie dobrze znać. A że nie czuję się wyjątkowa, myślę iż jest to problem wielu osób, które chęć posiadania przekierowały poza świat materialny. Lub przynajmniej starają się ją tam przekierować.
Wybitnie należę do tej drugiej grupy.
Wybitnie należę do tej drugiej grupy.
Ostatnio usłyszałam, że pewne moje decyzje nie wydają się być jednak takie ekstremalne. Oczywiście decyzje o ,odjęciu' sobie czegoś.
Przeraża mnie fakt, iż żyję w świecie, w którym dobrowolna rezygnacja z czegoś, uważana jest za ekstremum. A przecież to nawet nie jest rezygnacja, ja sobie niczego nie odmawiam. Po prostu pewne rzeczy okazały się być zbędne, to po co mi one. Pewne sprawy okazały się nieistotne,
więc po co się nimi zajmować. Pewne osoby nazbyt mnie przytłaczały, po co zatem utrzymywać z nimi kontakty. Zrobiło to miejsce na inne rzeczy, sprawy, na innych ludzi. Na aspekty które mnie cieszą i dają ogrom satysfakcji.
A może to wina tego, że gdy ktoś pierwszy raz konfrontuje się z minimalizmem, prostotą i umiarem, to konfrontuje się z odejmowaniem sobie czegoś. Może za mało jest mówienia o tym jak wiele się zyskuje, jak wiele człowiek dostaje oraz jak wele może dać. Wtedy pewne rzeczy i sprawy odchodza w zapomnienie. Nie ma miejsca na rezygnację. Jest tylko przestrzeń na to aby brać i dawać tyle, ile się tylko potrafi. Po prostu nie tyczy się to stanu posiadania.
Człowiek ma jakieś konkretne moce przerobowe. Nie da się zrobić wszystkiego, spróbować każdej możliwości, pielęgnować tysiąca przyjaźni. Podjęcie decyzji, dokonanie wyboru wydawało mi się zawsze kwestią rozsądku i dojrzałości, a nie odmawianiem sobie czegokolwiek. Gdzie można dojść, jeśli każda decyzja, a co za nią idzie, niepodjęcie jakiejs innej, uważana jest za stratę, niewykorzystanie możliwości. Przypomina to stare, sprawdzone "Osiołkokwi w żłoby dano". Klasyczna opowiastka z dzieciństwa, każdy wie jak się kończy, i mało kto potrafi w sobie tego osła dostrzec.
Jak mam czerpać ze źródła, skoro nie wiem z którego.
Zyskuję niepoliczalną ilość pozytywnych emocji, pięknych wspomnień, cudownych znajmości, przestrzeni dla siebie, ochoty do samorozwoju i doskonalenia się. Na inne aspekty pozostaje coraz to mniej czasu. I bez problemu, bez bólu serca, rozterek i żalu poddaję się temu. Mam teraz tyle, ile nigdy w życiu nie miałam. A co najważniejsze, wiem że to dopiero początek.
Będę mieć jeszcze więcej.
więc po co się nimi zajmować. Pewne osoby nazbyt mnie przytłaczały, po co zatem utrzymywać z nimi kontakty. Zrobiło to miejsce na inne rzeczy, sprawy, na innych ludzi. Na aspekty które mnie cieszą i dają ogrom satysfakcji.
A może to wina tego, że gdy ktoś pierwszy raz konfrontuje się z minimalizmem, prostotą i umiarem, to konfrontuje się z odejmowaniem sobie czegoś. Może za mało jest mówienia o tym jak wiele się zyskuje, jak wiele człowiek dostaje oraz jak wele może dać. Wtedy pewne rzeczy i sprawy odchodza w zapomnienie. Nie ma miejsca na rezygnację. Jest tylko przestrzeń na to aby brać i dawać tyle, ile się tylko potrafi. Po prostu nie tyczy się to stanu posiadania.
Człowiek ma jakieś konkretne moce przerobowe. Nie da się zrobić wszystkiego, spróbować każdej możliwości, pielęgnować tysiąca przyjaźni. Podjęcie decyzji, dokonanie wyboru wydawało mi się zawsze kwestią rozsądku i dojrzałości, a nie odmawianiem sobie czegokolwiek. Gdzie można dojść, jeśli każda decyzja, a co za nią idzie, niepodjęcie jakiejs innej, uważana jest za stratę, niewykorzystanie możliwości. Przypomina to stare, sprawdzone "Osiołkokwi w żłoby dano". Klasyczna opowiastka z dzieciństwa, każdy wie jak się kończy, i mało kto potrafi w sobie tego osła dostrzec.
Jak mam czerpać ze źródła, skoro nie wiem z którego.
Zyskuję niepoliczalną ilość pozytywnych emocji, pięknych wspomnień, cudownych znajmości, przestrzeni dla siebie, ochoty do samorozwoju i doskonalenia się. Na inne aspekty pozostaje coraz to mniej czasu. I bez problemu, bez bólu serca, rozterek i żalu poddaję się temu. Mam teraz tyle, ile nigdy w życiu nie miałam. A co najważniejsze, wiem że to dopiero początek.
Będę mieć jeszcze więcej.