Potrzebuję ustalić dokładnie, czym jest dla mnie rok bez
zakupów.
Zdecydowanie nie jest to rok, podczas którego mam zamiar nie wydawać
pieniędzy. Taka opcja jest ekstremalnie nierealna, i wydaje mi się ogromnie
uciążliwa. Zdobycie jedzenia, bez
kupowania go. Dotarcie do pracy bez auta lub biletu MPK. Są to wyzwania ponad
moją miarę.
Fakt życia w społeczeństwie konsumpcyjnym, życia w kraju
gdzie ma się dostęp do pewnych podstawowych dóbr, czyni życie milszym i
łatwiejszym. Rezygnacja z tego nie jest dla mnie. Nie porzucam pracy,
zainteresowań, podstawowych potrzeb, które najszybciej mogę zrealizować przy
pomocy pieniędzy.
Nie zrezygnuję z pralki, a co za tym idzie środków czystości
do jej użycia potrzebnych. Nie oddam lodówki. Nie odmówię sobie kupna karnetu
na zajęcia fizyczne. Nie przerzucę się tylko na MPK. Mieszkam na peryferiach
miasta. Od mojej pracy dzieli mnie duża odległość. Od niektórych członków
rodziny jeszcze większa. Nie zamienię
trzydziestu minut w samochodzie na półtorej godziny w komunikacji miejskiej
(różnica czasu przetestowana na własnej skórze).
Wygoda nie jest czymś złym. Czas zyskany dzięki pewnym
ułatwieniom jest ogromnym darem. Cieszę się z tego czasu i nie mam zamiaru z
niego rezygnować. Wolę czytać książki, spotykać się z bliskimi mi osobami,
poćwiczyć. A ostatecznie poleżeć nic nie robiąc, ciesząc się tak
sporadycznym luksusem.
Nie kupowanie tyczy się pewnych dziedzin:
-odzież i buty
- kosmetyki
(oczywiście mam zamiar kupić żel pod prysznic,
gdy zużyję ostatni jaki posiadam)
- sprzęt RTV i AGD
(chyba że coś się zepsuje i nie będzie
można tego zastąpić tym, co mamy- ostatnio była to ładowarka od czegoś
związanego z Internetem- nie znam się
:))
- wszelakie domowe gadżety
(od zbędnych durnostojek,
których akurat nie lubię, po sprzęty typu nowe foremki do ciasta, ręczniki czy
pościel)
- bilety do kina, teatru czy na koncerty
- książki i gazety
- nowe hobby
(w tym roku pogłębiam obecne zainteresowania,
nie planuje sponsorowania sobie np kursu językowego, nie ważne jak mi się ów kurs
marzy)
Chcę oduczyć się odczuwania pokusy gromadzenia rzeczy
zbędnych. Nie jestem z pokolenia, któremu czegoś brakowało. Oczywiście, nie
wszystko był odstępne. Jednak można było wybierać
z tych opcji, które istniały.
Raczej dobrze idzie mi racjonalizowanie zakupów, nabywanie
tego, co nie będzie zapasem, tylko potrzebną, służącą mi rzeczą. Jednak ciągle
odczuwam pewne pokusy. Wiem, ze to nic dziwnego,
i nie jest już tak
niebezpieczne jak kiedyś. Jednak ta emocja we mnie bardzo mi wadzi. Mam
nadzieję, że najłatwiej będzie się z nią uporać poprzez drastyczny odwyk,
odcięcie jej źródła zasilania.
Brakuje mi w życiu pewnej dozy obojętności, i pragnę tę
obojętność w sobie wyhodować.