wtorek, 5 stycznia 2016

1

Nie traktuję tego, jako wyzwania. Nie planuję też nie wydawać pieniędzy na jedzenie czy leki. Nie jestem szewcem, jesli będę musiała naprawić buty, to zaniosę je do człowieka o odpowiednich umiejętnościach i mu za te umiejętności zapłacę.

Po prostu bardzo bym chciała nacieszyć się tym, co mam. Nie mam bardzo dużo, ale nie mam też mało. W moim odczuciu- mam więcej niż wystarczająco, a to dla mnie zbyt wiele.

Czasami dostaję jakąś nową rzecz, i ciesze się nią niepomiernie. Czeka sobie jednak taki podarek w kolejce na zurzycie, bo mam już podobne to nie zacznę używać nowego. I mija radość, bo to w końcu tylko przedmiot, a on stoi sobie dalej nieużyty.

Na tym właśnie często się łapię- za dużo sprawia, że nie jestem w stanie ogarnąć tego co mam i cieszyć się tym. W związku z taką sytuacją moje myśli ulatują w kierunku nowych rzeczy. Umiem ich nie kupować. Jednak irytuje mnie fakt, że oczy świecą mi się do czegoś nowego, gdy podobne mam, tylko o tym nie pamiętam, bo dajmy na to nie da się używać dwunastu cieni do powiek w jednym momencie czy pięciu par butów.

Mam nadzieję, że ten ,eksperyment' sprawi, iż bardziej docenię i dostrzegę to co mam, lepiej poznam czym się otaczam, oraz bardziej zrozumiem jak niewiele mi potrzeba. Niby ten stan mam już, w dużej mierze, osiągnięty. Liczę na jego mocne pogłębienie. A tu mam zamiar opisywać moje odczucia.

To nie zawody, wyzwanie ani moda. To potrzeba zracjonalizowania dogłębniej mojej rzeczywistości, ucieszenia się nią jeszcze bardziej.